RIMMEL SCANDALEYES SHADOW PAINT #006 RICH RUSSET




Podejść do kremowych cieni miałam kilka, za każdym razem nie kończyło się to dobrze. Kiedy wszyscy zachwycali/zachwycają się cieniami Color Tattoo z Maybelline, mój makijaż z użyciem tych cieni po godzinie wyglądał jakbym przeszła przez piekło. Już zwątpiłam, że jakikolwiek cień w kremie sprawdzi się na moich tłustych powiekach.

Wszystko się zmieniło kiedy natrafiłam na ten cień z Rimmela. Miałam na niego ochotę już od bardzo bardzo dawna, szczególnie gdy usłyszałam zachwyty na zagranicznym youtube (w szczególności Lily Pebbles). Czekałam, czekałam, miałam zamiar już sobie sprowadzać ten cień, a tu natrafiłam przypadkiem na niego u nas w drogerii. Brałam bez zastanowienia, szczególnie, że akurat była na niego promocja.

Cień znajduje się w opakowaniu z aplikatorem (tak jak klasyczny do błyszczyka). Aplikacja odbywa się bezproblemowo, nakładam cień na całą powiekę, a następnie rozcieram pędzelkiem w załamaniu, co można byłoby też zrobić palcem. Szybko zastyga na powiece, dlatego trzeba się spieszyć, żeby rozetrzeć granice. 

Jak już zastygnie, będzie się trzymał na powiece aż do demakijażu w stanie idealnym. Nie wchodzi w załamania i nie kruszy. Jest względnie odporny na wodę, bez problemu zniesie deszczy czy łzy, jeśli nie będziemy go przecierały w tym czasie.

Uwielbiam go używać na co dzień do pracy, kiedy nie mam zbyt dużo czasu na wykonanie makijażu, a chcę wykonać dobrze i efektownie. Na ostatnim zdjęciu możecie zobaczyć makijaż wykonany tylko tym cieniem (z rozświetlonym jedynie wewnętrznym kącikiem).

Pigmentacja jest bardzo dobra, wystarczy jedne pociągnięcie na skórze. Dzięki temu wydajność jest niesamowita, a produkt można używać przez 24 miesiące po otwarciu i w tym czasie konsystencja nie powinna się zmienić, tak jak np. cienie w kremie w słoiczkach mają tendencję do wysuszania.

Dostępnych jest u nas pięć kolorów: ten brąz, złoty brąz, biała/srebrna perła, fiolet i szarość/grafit. Ja czaję się na prawie wszystkie z pozostałych kolorów i na pewno się w nie zaopatrzę w najbliższym czasie.

Sięgacie po kremowe cienie? Jakie się u Was sprawdzają?

Udostępnij ten post

13 komentarzy :

  1. Pięknie wyglądasz w tym kolorku! Zastanawiałam się nad nimi niedawno czy rzeczywiście są warte zakupu :) Szkoda, że mają taką ubogą kolorystykę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tak jak i Ty - u mnie cienie w kremie się normalnie nie trzymają... Kupiłabym ten - ale nie widzę odcienia dla siebie, chciałabym taki ciemniejszy i chłodniejszy niż ten brąz, byłby ekstra na co dzień :)

    OdpowiedzUsuń
  3. kolor jest obłędny ale ja jakoś tak smutno i staro wygladam w brązach - rozejrzę się za innym odcieniem

    OdpowiedzUsuń
  4. super wyglada na oku, ale ja dalej nie lubie nkremowych cieni wiec nawet nie sprobuje

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy jakoś nie polubiłam się z kremowymi cieniami, w sumie nawet nie wiem czemu ale jakoś mi nie pasują :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ma bardzo ładny kolor. Także miałam z początku problemy z Color Tattoo, ale po kilku miesiącach dałam jeszcze jedną szansę. Z bardzo cienką warstwą, odrobinę przypudrowaną naprawdę się trzymają.

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam takie zlote brązy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Próbowałam w sklepie ale wyglądał mało naturalnie choć kolor jest śliczny i na Twoim oku wygląda zachwycająco.

    OdpowiedzUsuń
  9. wygląda bardzo ładnie! Ja jeszcze nie miałam do czynienia z cieniami w kremie, ale jestem ich bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny kolor, będę musiała wkońcu się skusić na jakiś cien w kremie

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja sięgam po cienie kremowe ale w słoiczkach. Często stosuje je jako bazę pod cienie.

    OdpowiedzUsuń

Not another blog about make-up © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone.